Idziemy do kina, czyli 10 rad, jak nie zostać tępym gremlinem

Na zdj. kadr z filmu „Gremliny rozrabiają”, reż. Joe Dante

A teraz powiem po francusku: „savoir-vivre”.

Aleksander Kwaśniewski, wykład na uczelni w Kijowie, wrzesień 2007

Polscy prezydenci od zawsze mają jednak rozmach. Jak nie foty w ozłoconych łazienkach, jak nie kwatery na samiuśkim Wawelu, to francuszczyzna, jakiej nie powstydziłby się klnący nad przypaloną jajecznicą Michel Moran. Wspomniany w cytacie savoir-vivre wymyślono jednak nie od parady, o czym właśnie dzisiaj.

Żebyśmy mieli jasność – pewnie, że kino to nie świątynia, żeby zachowywać w nim całkowite milczenie. Ale skoro już przychodzi nam spędzać w nim ze sobą czas, chociaż nie znamy się, nie lubimy i nie wiemy nawet, jak nazywają się nasi dentyści, to może zachowujmy się w nim tak, aby nikomu nie wadzić. Bo w przeciwnym razie możemy dostać kuksańca, albo – gwałtowniej – w łeb.

1. Nie naznaczaj popcornem każdego metra dywanu

Nie wiem, kiedy kogo Bóg opuścił, że wymyślił popcorn. To najgorsza rzecz, jaką można w kinie jeść – chrupiąca, skrzypiąca, krusząca się na ciuchy i dywan, a do tego o fatalnym zapachu. Tak, wiem, że połowa z Was w tym momencie mnie nienawidzi, ale naprawdę, obcowanie z człowiekiem, jedzącym w kinie popcorn, jest jednym z najgorszych doświadczeń, jakie regularnie mi się przytrafiają. Zaraz po mieszkaniu na wrocławskim śródmieściu.

2. Nie wciągaj kubka aż na dno żołądka

Chyba wszyscy znamy odgłos siorbania, towarzyszący kończącej się coli. Ja wiem, że na dnie jest jeszcze lód. Że on się roztapia i można go pić. Ale serio? Serio, wypiłeś pół litra i musisz wyssać wszystko z każdej ścianki słomki? Poza tym picie to sikanie, a sikanie to kręcenie się na trasie fotel – toaleta. I innym przeszkadzasz, i sam sporo przegapiasz.

3. Nie wcielaj się w rolę tłumacza, bo nikt Ci za to nie płaci

To ekstra, że łapiesz wątki szybciej niż inni. Że po 30 sekundach od puszczenia reklam już wiesz, kto zabił, oraz że za kotarą czai się uzbrojony w mikser pies. Ale serio, zachowaj tę wiedzę dla siebie. Nie tłumacz swojemu chłopakowi/swojej dziewczynie/bandzie kumpli tego, co właśnie się wydarzyło albo co się za chwilę wydarzy. Z człowiekiem jest jak z Internet Explorerem – kiedyś sam w końcu zaskoczy.

4. Nie streszczaj swojego życia w ciągu godzinnego seansu

To mega ważne, że świetnie poszło Ci na wczorajszym kolokwium, umówiłeś się z kumplami na mecz albo widziałeś promocję w Tesco. Ale te informacje nie zdezaktualizują się, jeśli wypowiesz je po seansie. Naprawdę, nie wszyscy chcą czuć się uczestnikami Twojego życia, więc gdy inni wstrzymują oddech przy emocjonującej scenie, Ty także się od gadania powstrzymaj.

5. Nie napastuj, bo za to grozi sąd

Wiem, że masz najpiękniejszą dziewczynę pod słońcem. Albo najfajniejszego chłopaka w mieście. To wszystko czad, ale lizanie się w kinie aż do urzygu było zabawne do etapu liceum. No, dobra. Pierwszego roku studiów. Włącznie. Ale teraz? Czy wszyscy muszą towarzyszyć Wam w tej symfonii mlaskań, cmoków i głębszych oddechów? To zwyczajnie wkurza, jak bzyczący nad uchem komar albo sąsiad z odbiornikiem radiowym ustawionym na maksa.

6. Nie świeć innym po oczach

Film trwa średnio 1,5 godziny. To cholernie dużo i nigdy nie wiesz, co właśnie wydarza się na fejsie. Wiem, że to ryzyko. Że komfort niewiedzy bywa przytłaczający, a emocje i zniecierpliwienie sięgają wtedy zenitu. Ale, na litość boską, nie świeć innym po oczach ekranem swojego zajebistego ajfona, bo widać go z odległości dziesięciu metrów. I tak, wyłączaj dźwięk w telefonie. Przerywające ciszę słowa Ona tańczy dla mnie naprawdę nie dodadzą Ci splendoru, a wręcz mogą Ci go trochę odebrać. Na oko z piętnaście kilo.

7. Nie emocjonuj się jak przy tysięcznym odcinku „Klanu”

Ekscytowanie się każdą sceną, wydobywanie z siebie stu procent opcji dźwięku i informowanie zgromadzonych dokoła widzów o totalnie każdej emocji, jaka właśnie Ci się udzieliła, na dłuższą metę może być trochę meczące. Dla każdej ze stron. Rozumiem, że kiedy widzisz na ekranie słodkiego szczeniaczka, to wymknie Ci się: ooo. A kiedy zza rogu wyłania się Freddy Krueger, to będzie to raczej pełne przerażenia aaa. Ale nie jesteśmy ani u lekarza, ani na Redtube, tu nie trzeba szeroko otwierać buzi. Przeżywać można też po cichu.

8. Nie ściągaj butów, choćby pachniały wiosną

I nie wywalaj nóg na fotel człowieka przed Tobą. Nawet, jeśli jesteś mistrzem higieny i masz skarpety wyprane w Perwollu, to jest to zwyczajnie chamskie. Pewnie, że wygodniej jest nam bez butów, a jednak nie zdejmujemy ich, kiedy siedzimy w tramwaju. W kościele. W poczekalni do okulisty. Jakoś tak się w naszym społeczeństwie przyjęło, że but powinien być na stopie. Nie obok.

9. Nie przychodź spóźniony, bo na króla się czeka

Każdemu może uciec autobus. Każdy może zaspać. Każdy może się też zagapić. Ale spóźnianie się z premedytacją na każdy seans, bo jeszcze kupię piątą colę, przecież i tak najpierw lecą reklamy albo co się tam będę spieszył, jest lekko nie fair wobec tych, którzy przyszli na czas i chcieliby skupić się na tym, co na ekranie. Bo tak, maszerujące co chwilę przed oczami postaci odciągają uwagę. Hałasują, zasłaniają, rozpraszają. A po to ktoś wymyślił godziny seansów, żeby czas dotarcia na nie dało się oszacować odpowiednio wcześniej.

10. Nie przychodź do kina, ale na film

Różnica jest zasadnicza. Kino to nie jest dom uciech, schadzek, plotek czy jak to jeszcze byś zwał. To miejsce, do którego ludzie przychodzą, żeby zobaczyć FILM. Film, którego nie obejrzą w telewizji, w zaciszu swojego domostwa. Film, za który zapłacili z ciężko wydzierganej wypłaty. Film, który chcieliby zobaczyć i usłyszeć w całości. Nie bądź więc dupkiem, który im to utrudnia. A jak chcesz prywatnego seansu, to go sobie kup. I dodaj do zakładki marzeń, zaraz obok seksu w miejscach publicznych.