Wakacje z niemowlakiem. Absolutnie wszystko, co musisz wiedzieć!

Znacie ten dowcip? Pyta na forum jedna mamuśka innych mamusiek:

– Czy powinnam mieć dzieci po 35?

– Nie, 35 dzieci to wystarczająco dużo.

Natomiast prawda jest taka, że nawet jeden szogun potrafi dać nam nieźle popalić. Chociaż sama nie mam co narzekać – Staśko jest z gatunku dzieci cudownych i bezproblemowych, do tego uwielbia podróże i godzinami mógłby spać – ale tylko w aucie. A że najeździliśmy się z nim już trochę, zaliczając nawet cudowny Zakynthos, to postanowiłam przygotować dla Was taki mały, podróżniczy poradnik.

W wiadomościach na Facebooku i Instagramie zarzucałyście mnie pytaniami o to, co ze sobą wzięliśmy, jak sobie poradziliśmy, z czym ewentualnie mieliśmy problem. Postanowiłam zebrać je do kupy i opublikować takie szybkie Q&A. Mam nadzieję, że uda nam się wyczerpać temat i nie będziecie musiały jak ja, wypytywać o wszystko wszystkich dzieciatych koleżanek, ewentualnie szukać wszystkiego w Google’u.

Jeśli macie dodatkowe pytania albo własne spostrzeżenia/uwagi – śmiało piszcie. No i koniecznie dajcie znać, jak udaje Wam się podróżować z Waszym maluchami! W końcu od tego są tutaj te komentarze ;)

A zatem – lecimy z pytaniami!


1. Ile Staś ma dokładnie? To była Wasza pierwsza tak daleka podróż?

Jak lecieliśmy na wakacje, miał 5 miesięcy z hakiem. Pierwszą dłuższą podróż zaliczył, jak miał miesiąc – wtedy pojechaliśmy przez pół Polski na wesele do mojej przyjaciółki. Ale to oczywiście na spokojnie, samochodem. Natomiast tak, to był jego pierwszy lot samolotem.


2. Nie baliście się?

Pewnie, że się baliśmy. Każdy się boi. A jak będzie, jak mały zniesie podróż, jak będzie na miejscu. Ale to nie były obawy, które by nas jakoś sparaliżowały czy w ogóle powstrzymały. Jak wyjeżdżałam gdzieś sama, to też się bałam. Strach przed podróżą jest naturalny i bardzo często towarzyszy ekscytacji.


3. Wyrabialiście mu jakieś dokumenty?

Tak, chociaż nie od razu było to dla nas takie oczywiste. Szczerze mówiąc, decydując się na urlop, kompletnie o tym zapomnieliśmy! Na szczęście zdążyliśmy z wyrobieniem dowodu osobistego, asekuracyjnie wyrobiliśmy też EKUZ. A jak tylko wysiedliśmy w Grecji z samolotu, dostałam sms, że i paszport jest już do odbioru. No ale, jak nietrudno zgadnąć, nie przydał się już za bardzo.


4. Dlaczego Zakynthos?

Bo blisko i bezpiecznie. Nie wyobrażam sobie ciągnąć Staśka przez pół świata, ani tym bardziej w miejsca, w których nie jest ani trochę bezpiecznie. Grecja na szczęście okazała się idealna. Ciepło, pięknie, bez widma klęsk żywiołowych ani jakichkolwiek zamachów. Każdemu polecam, wyjazd tam naprawdę nie wymaga dużych pokładów odwagi.


5. Patrzyliście, który hotel akceptuje dzieci? To może mieć znaczenie?

Oczywiście! Są nawet hotele, które już w opisie zaznaczają, że są dedykowane gościom w wieku 18+. I ja to absolutnie szanuję. U nas liczyło się tylko to, aby dzieci były tolerowane – Staśko jest jeszcze za mały na wszelkiego rodzaju atrakcje, takie jak baseny ze zjeżdżalniami czy animacje. Nie potrzebowaliśmy więc Bóg wie czego – tylko tego, żeby nas do hotelu wpuścili. No i musiał mieć opcję all inclusive, żeby wszystko było pod ręką, na miejscu, a dla wygody – żeby miał też 4-5 gwiazdek.


6. Jak na lotnisku? Mogliście wnieść na pokład mleko albo wodę? Karmicie piersią czy mm?

beaba pojemnik na mlekoW Polsce na wszelki wypadek mieliśmy ze sobą tylko puste butelki, o wrzątek poprosiliśmy już po odprawie, w jednej z restauracji na strefie bezcłowej. Natomiast w drodze powrotnej mieliśmy wodę normalnie w szklanych butelkach i nikt nie robił z tego problemu. Choć znajomej kiedyś kazano nadpić trochę.

Co do sposobu karmienia, to temat na oddzielny wpis, ale w skrócie – obecnie karmimy mm. I jeśli lubicie gadżety, ułatwiające życie, to z całego serca polecam pojemniki na mleko w proszku Beaba. Naprawdę wymyślił je geniusz! To banalne rozwiązanie, a jednak bardzo dużo ułatwia – nie trzeba targać ze sobą całej puszki ani bać się, że jak weźmiemy mleko w woreczku, to gdzieś nam się w drodze rozsypie. Co więcej, mleko mamy od razu poporcjowane, więc przygotowanie zajmuje chwilę. Jak dla mnie, absolutny must have każdego wyjazdu!


7. Czy Staś płakał w samolocie?

Ani przez chwilę. To bardzo pogodne dziecko, w ogóle mało płacze. Nie marudził też i na zmianę albo spał, albo się do wszystkich uśmiechał. Niestety, nie wszyscy rodzice mieli tyle szczęścia i trochę się nasłuchaliśmy tego ryku. Z tego miejsca pozdrawiam małego Bartusia – mimo wszystko mam nadzieję, że nie trafi nam się już kolejny wspólny lot ;)


8. Jak podróżuje takie małe dziecko? Samoloty mają do tego specjalne foteliki?

Nie. Dziecko siedzi rodzicowi na kolanach. Rodzic dostaje tylko taką przedłużkę, nakładaną na swój pas i podczas startu i lądowania siedzi razem z dzieckiem. A kiedy pasy nie muszą być zapięte, to spaceruje, jeśli sytuacja na to pozwala. Nasz lot był krótki, więc niespecjalnie była potrzeba i okazja.


9. Lepiej wziąć ze sobą spacerówkę czy gondolę?

stokke trailzZdecydowanie gondolę! Pytałam o to chyba wszystkie znajome mamy i większość doradzała spacerówkę ze względu na… własną wygodę. Bo spacerówka jest zwykle mniejsza, lżejsza, bardziej zwinna i zmieści się do każdego samochodu. Nam natomiast zależało na tym, aby wygodnie miał przede wszystkim Staś  – zwłaszcza, że jest jeszcze malutki, więc większość czasu spędzał w tym wózku i bardzo często w nim po prostu spał.

Pytaliśmy też o zdanie naszą rehabilitantkę i też zdecydowanie wskazała na gondolę – dla dziecka, które jeszcze nie siedzi i jest podatne na wszelkiego rodzaju wstrząsy, spacerówka może mieć po prostu za małą amortyzację. Dlatego pojechał z nami nasz Stokke Trailz – więcej pisałam Wam o nim w osobnej recenzji i po kilku wycieczkach po piasku, pod górkę czy po kamieniach, wciąż podtrzymujemy opinię, że to najlepszy wózek na świecie i niestraszne mu żadne podłoże.


10. Czy na lotnisku oddaje się wózek jako bagaż rejestrowany? Czy wnosi na pokład samolotu?

Wózek cały czas był z nami. Dopiero na płycie lotniska obsługa kazała nam go zostawić i ktoś z ekipy już się nim zajął. A kiedy wysiadaliśmy, odbieraliśmy go z taśmy jako bagaż nieformatowy. I nie, nikt nam go nie zniszczył. Niestety, mniej szczęścia miał w starciu z autobusem – tam usmarował nam się paskudnie smarem… No ale to samo mogło go też spotkać w autobusie w Polsce.


11. Czy brać ze sobą łóżeczko turystyczne?

Nie. To znaczy: najpierw sprawdzić, czy hotel ma własne. Mnie początkowo wydawało się to niehigieniczne i nawet pytałam w biurze podróży, czy możemy zabrać ze sobą swoje. Minusem jednak było nie tylko to, że trzeba by za nie zapłacić, ale przede wszystkim… to byłby kolejny bagaż do dźwigania. Z bólem serca zdecydowaliśmy się więc skorzystać z hotelowego i… nie żałujemy. Było czyste, zadbane, nie miałam żadnych oporów, żeby tam Staśka położyć. Jedyne, co, to na materac położyłam mu jeszcze dodatkowy koc i wzięłam ze sobą nasze prześcieradło.


wanienka stokke12. Czy brać ze sobą wanienkę podróżną?

Też nie. I też chciałam wziąć swoją, ale przerosło mnie pakowanie. Chociaż mamy cudowną wanienkę składaną (też od Stokke), to jednak zajmowała zbyt dużo miejsca w walizce. Na szczęście w pokoju hotelowym mieliśmy normalną wannę, więc kąpaliśmy Staśka na rękach, we dwoje. Ale z prysznicem też jakoś dalibyśmy sobie radę.

Natomiast wanienkę polecam mocno wszędzie tam, gdzie na dodatkowy bagaż możecie sobie pozwolić – my przewieźliśmy ją już chyba przez całą Polskę! Jest lekka, mega wygodna i naprawdę fajnie się składa. No i Stasiek siedzi jak król na tej swojej wkładce dla niemowlaka.


13. Czy takie małe dziecko nie ma problemów z zaaklimatyzowaniem się?

Żadnych. Naprawdę. To znaczy: nie wiem, jak inne dzieci, ale Staś nie miał. Mało tego: wydaje mi się, że był jeszcze grzeczniejszy i szczęśliwszy niż w domu! Wszystko było dla niego nowe, fascynujące, ciekawe. A że był najmłodszy na lotnisku i w hotelu, to robił trochę za maskotkę – każdy się do niego wdzięczył i rzucał komplementy. A jemu w to graj!


14. Jak Staś zareagował na inną wodę? Czy podawaliście mu jakiś probiotyk?

Z wodą nie było problemu, gotowaliśmy mu w czajniku wodę mineralną. Żadnego probiotyku nie podawaliśmy i nic absolutnie się nie działo. No ale to była Grecja. Pewnie inaczej byśmy się zachowywali, gdybyśmy lecieli gdzieś dalej.


15. Jak chronić dziecko przed słońcem? Krem wystarczy? Co jeszcze polecacie?

lassig opinieKrem to absolutna podstawa. My mieliśmy dla Staśka dwa: Pharmaceris z linii S do buzi i Pharmaceris Emotopic do ciała – obydwa dla niemowląt, do stosowania od 1. dnia życia. Do tego też coś na poparzenia, ale na szczęście się nie przydało. Mieliśmy też namiot przeciwsłoneczny od znajomych – taki jakby brodzik z daszkiem z serii żyrafki Sophie, chroniący przed wiatrem i promieniami UV, ale nie przydał się nam wcale – Stacho jest bardzo towarzyskim dzieckiem i nie wysiedział w nim sam nawet minuty, a że to namiot dziecięcy, to nie było opcji, żebyśmy weszli tam razem z nim. Więc niestety.

Natomiast hitem były u nas rzeczy z Lassiga. Przede wszystkim kapelusz i majteczki do pływania z wkładką chłonną. Świetne jakościowo, do tego dwustronne i wyposażone w filtr UV 50+. A jak dla mnie, ochrona główki dziecka na takim słońcu to jednak absolutny obowiązek. Wzięliśmy też ze sobą koszulkę do pływania z długim rękawem, dwa otulacze bambusowe i dwa muślinowe (wciąż nie potrafię się zdecydować, które są lepsze!), ręcznik do kąpieli i gotowe. Co ważne – ręcznik wzięliśmy z kapturem i też z ochroną UV.


16. Jakie gadżety i zabawki wzięliście ze sobą? Dużo tego było?

Na pewno wspomniana wcześniej torba Lassig, do tego właśnie kilka otulaczy i pieluszek, żeby się dodatkowo ochronić przed słońcem, obowiązkowo żyrafa Sophie i kilka zabawek. U nas z firm sprawdzają się w tej kwestii przede wszystkim Fisher Price i Skip Hop. Stasiek właściwie wszystko, co od nich ma, to uwielbia. Hitem jest też osiołek Zazu, czyli nasza przytulanka-usypianka. A konkretnie: jej serce. Uaktywnia się na płacz lub dotyk, posiada kilka przyjemnych dźwięków i kołysanek i nie irytuje tak, jak Szumiś. I w przeciwieństwie do niego – naprawdę działa.

Natomiast naprawdę nie braliśmy tego dużo. Takie małe dziecko nie potrzebuje Bóg wie czego i czasem dłużej, niż najlepszą zabawką świata, będzie bawić się… własną skarpetką.


17. Warto brać ze sobą chustę albo nosidło?

My mieliśmy ze sobą nosidło i przydało nam się dokładnie raz – ale za to bardzo. Pamiętajcie, że nie wszędzie wjedziecie wózkiem, a gdy zechcecie pokonać kilkadziesiąt czy kilkaset schodów czy choćby metrów, to ręce Wam w końcu odpadną. A w nosidle raz, dwa i będzie Wam o niebo wygodniej. Dlatego polecam zabrać ze sobą jakieś małe i kompaktowe. No chyba, że nie interesuje Was zwiedzanie i planujecie spędzić urlop nad hotelowym basenem – wtedy rzeczywiście poradzicie sobie bez.


18. Braliście ze sobą pieluchy czy kupowaliście na miejscu? Jak udało Wam się spakować?

torba lassigBraliśmy ze sobą. Tak samo jak pieluchy do wody, chusteczki nawilżane czy podkłady. Asekuracyjnie spakowałam też leki – na gorączkę, nasze przeziębienie czy Staśkowe ząbkowanie. Wychodzę z założenia, że bez sensu płacić za to w euro, a wbrew pozorom, te rzeczy nie zajmują wcale tak dużo miejsca. I ostatecznie dobrze się stało, że mieliśmy ze sobą cały zapas – w okolicy nie mieliśmy żadnego marketu, a w sklepiku nieopodal można było kupić co najwyżej magnesy czy piwo. A tym raczej się dziecka nie przewinie.

Jeśli chodzi o pakowanie się, to była to totalna masakra. Okazało się, że trzeba spakować niemal całe mieszkanie… Mieliśmy dozwolony bagaż 2 x 20 kg. W jednej walizce przekroczyliśmy go o 3, w drugiej o 7 kg… A i tak nie wzięliśmy wszystkiego, co chcieliśmy! Natomiast hitem była u nas torba Lassig z serii Green Label. Chyba najlepsza, najlepiej zorganizowana i najbardziej pakowna torba dla mamy i taty, jaką widziałam. Ma masę kieszonek, świetnie wygląda, a do tego jest zdolna pomieścić naprawdę wszystko – na basen, na plażę, na zakupy, do samolotu. Naprawdę genialna!


19. Czy dziecko w czymś przeszkadzało? Musieliście siedzieć długo w hotelu, szybko chodzić spać?

Absolutnie nie! Ze Staśkiem jest o tyle super, że nie przeszkadza mu nic – nawet hałas. Robiliśmy więc wszystko tak, jak robilibyśmy bez niego – spacerowaliśmy, chodziliśmy po restauracjach i knajpkach, zwiedzaliśmy, siedzieliśmy przy stolikach na dworze i rozmawialiśmy do nocy – a on sobie smacznie spał w gondoli obok. Jedyne, co mogłoby być problemem, to ewentualne wycieczki wodne – nie zabrałabym takiego malucha na żadną łódkę, więc wiedzieliśmy, że jak zwiedzanie, to tylko samochodem. I faktycznie, wynajęliśmy auto na dwa dni, zwiedziliśmy wyspę i jesteśmy bardzo, bardzo zadowoleni. A łódką popływamy innym razem.


20. Jak ogólnie wrażenia? Pojechalibyście jeszcze raz?

No pewnie! Wiem, że mamy ogromne szczęście, że trafiło nam się takie dziecko. Ale też od małego staramy się, żeby nie był bojaźliwy i zahukany. Nie trzymamy go pod kloszem, nie izolujemy przed światem. Chcemy, żeby był radosny i od małego czerpał ze wszystkiego garściami. Jasne, że wakacje we troje wyglądają inaczej, niż wakacje we dwoje. Przede wszystkim, trzeba więcej spakować i mniej można pić. ;) Ale czy nam to przeszkadzało? Wcale!


21. Może jakieś złote rady?

Tak: podróżujcie i nie bójcie się. I powtórzę Wam to, co powtarzałam w swoich InstaStories już kilka razy – kiedy Wasze dziecko ma kilka miesięcy, to naprawdę jest to najlepszy czas na podróżowanie! To samo powiedziała zresztą nasza pediatra. Takiego małe dziecko jest najbardziej bezproblemowe. Sami popatrzcie:

– jest tylko na mleku, więc nie macie problemu, co zje i czy to będzie dla niego dobre

– nie mówi, więc nie marudzi, nie krzyczy, nie wykłóca się

– nie chodzi, więc nigdzie Wam nie ucieka i stale je macie przy sobie

– nie wie jeszcze, że może się na coś nie zgadzać, więc… zgadza się na wszystko!


Uff, to chyba tyle. A właśnie – przypominam, że na Instagramie istnieje coś takiego, jak obserwowanie. Nawet, jak nie jesteście fanami zdjęć, to ostatnio sporo mówię do Was na InstaStories. Zapraszam! :)


foto główne: junce11/fotolia.com

Instagram