Trudna sztuka odpuszczania

Do świąt został jeszcze ponad tydzień, a Ty czujesz, że masz już dość. Wszystko jest na Twojej głowie: porządki, zakupy, prezenty. Musisz pomyśleć, co ugotować, co upiec, jaką sałatkę przygotować dla wiecznie wybrzydzającej ciotki Franki. Musisz umyć okna, wypastować podłogi, wypolerować zastawę. Poukładać w garderobie i wyrównać książki na półkach. Zrobić sobie paznokcie, kupić nową sukienkę, zaplanować stroje dla siebie, a jeśli masz – to także dla męża i dzieci. Musisz zrobić tak dużo, chociaż czasu tak mało. A ja Ci powiem, że jedyne, co musisz, to… przestawić sobie coś w głowie. Wyluzować. Zwolnić. Odpuścić. Podarować najbliższym czas, zamiast choćby Bóg wie jak wyszukane prezenty.

Bo – choć może ciężko Ci będzie w to uwierzyć – za umyte okna nie idzie się do nieba.

Sama łapię się na tym codziennie. Wciąż muszę. Muszę napisać dla Was wpis, ubrać choinkę, poukładać ciuchy na półkach. Ogarnąć wreszcie chaos, który zapanował w mieszkaniu, a który zmienił je w – mówiąc mało przystojnie – burdel. Moje dziecko leży spokojnie na macie, z tym uroczo wlepionym we mnie wzorkiem, a ja biegam. Od półki do półki, od pokoju do pokoju, od kuchenki do szafki i od łazienki prosto do sypialni. W efekcie nie robię nic. Stasiek co chwilę marudzi, towarzyski jest, nie lubi zostawać sam – choćby przez sekundę. Nie lubi, kiedy zajmuję się czymkolwiek poza nim samym, a już najbardziej nie lubi, kiedy znikam mu z pola widzenia.

Wściekam się więc. Nie na niego, na siebie. Że mam ponad 30 lat, a wciąż nie ogarnęłam tajnej sztuki teleportacji. Albo jeszcze lepiej – klonowania. Żeby móc być tu i tam, robić to i tamto. A przecież patrzę na moje dziecko, które jest teraz najważniejsze na świecie i wiem, że ono nie chce ode mnie tego wszystkiego. Chce tylko mamy przy sobie. Teraz i tutaj.

To takie trudne – zrozumieć. Że te wszystkie oczekiwania, jakie świat ma wobec nas, w większości przypadków same sobie narzucamy. Ale ten sam świat nie spłonąłby, gdybyśmy raz czy drugi nie upiekły makowca na święta. Gdybyśmy zapakowały prezenty trochę bardziej krzywo. Usiadły do stołu trochę bardziej pogniecione. Życie to nie jest teatr, nie wymaga specjalnych dekoracji. A my nie jesteśmy aktorkami, żebyśmy stale żonglowały pomiędzy rolami: matki, żony, kochanki. Kucharki, sprzątaczki, stylistki. Ekspertki od wszystkiego. Najlepszej przyjaciółki, pracownicy, niani.

Dlatego w te święta spróbuję opanować zupełnie inną sztukę. Nie sztukę przyrządzania karpia na 50 sposobów ani idealnego składania prześcieradła z gumką. Ani nie sztukę wywabienia wszystkich plam z ubabranych marchewką bodziaków. I nawet nie sztukę przystrojenia domu zgodnie z najnowszymi trendami i skandynawskim designem. Zamiast tego, spróbuję opanować trudną sztukę odpuszczania. Zrozumienia, że to wszystko może się kręcić beze mnie. Że mogę się zamknąć jak w wielkiej, mydlanej bańce i cieszyć tym największym, najwspanialszym świętem i moim najwspanialszym prezentem.

Jestem mamą. Piękniejszego święta ani piękniejszego prezentu niż Stasiek, już nigdy dla mnie nie będzie.

janod zabawki

Zabawki Staśka: Janod (polecam mocno, są najpiękniejsze na świecie!)

Ubranko: Little Green Radicals

Zdjęcia: Agnieszka Wanat

Instagram