Najgorsze zabawki pod choinkę. Lista 13 prezentów, których nienawidzą rodzice

Podobno są trzy najgorsze zabawki na świecie: brokat, ciastolina oraz ciastolina z brokatem. Sama dorzuciłabym jednak do nich jeszcze kilka opcji, a że przed nami Gwiazdka i moc prezentów od Mikołaja, to przed Wami gotowa cała lista. Podrzucajcie ją swoim mamom, babciom, siostrom, ciotkom i przyjaciółkom, bo szkoda tak ich pieniędzy, jak i Waszych nerwów. Oczywiście wierzę, że są od niej wyjątki i że to, co niektórym jawi się jako koszmar, dla innych może być nie lada gratką. Dlatego potraktujmy ten wpis z przymrużeniem oka i pamiętajmy, że różne są jednak zboczenia ;-) Jedynie ostatni punkt potraktujcie śmiertelnie poważnie – od tego odstępstwa nie ma!


NAJGORSZE ZABAWKI NA ŚWIECIE:


1. ZABAWKI WIELKOŚCI CZOŁGU

Ludzie kochani. Zabawka to nie penis i naprawdę nie musi być duża. Ba, śmiem zaryzykować tezę, że penis też nie musi być duży, byle spełniał dobrze swoją funkcję. Natomiast z dużą zabawką jest ten problem, że nie zawsze jest gdzie ją trzymać. Metrowy misiek? Super, jeśli rodzice wyrażą na to ochotę i zgodę. Dwupiętrowy domek dla lalek? Tak samo. Kuchnia w rozmiarze XXL? Podobnie. W przeciwnym razie jesteście na najlepszej drodze do tego, żeby zagracić komuś mieszkanie. Dlatego tak, największe zabawki to też najgorsze zabawki. 


2. PREZENTY PRZECHODNIE

Czyli coś, co dostało Twoje dziecko, ale Ci się nie spodobało, więc przekazujesz to dalej. Szczerze? To już jest chamstwo. Dlaczego ktoś miałby się ucieszyć z prezentu, który nie ucieszył Ciebie? Jest takie ładne powiedzenie: „nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe”. I to działa też w odniesieniu do prezentów. Nie podoba Ci się? Sprzedaj. Oddaj do domu samotnej matki albo do domu dziecka. Tam z braku alternatyw na pewno to chętniej docenią. Ale nie rób chamówy i nie wciskaj dzieciom rodziny czy przyjaciół własnego, niechcianego prezentu.


3. KOSMETYKI DLA DZIECI

Kolorowe lakiery do paznokci, cienie do powiek, szminki czy błyszczyki – to wszystko jest mega, ale nie dla dwulatki. Ani nawet trzylatki. Moim zdaniem to jeden z tych prezentów, na kupno którego mogą zdecydować się jedynie mamy. Same mogą wtedy sprawdzić składy, upewnić się co do atestów, bezpieczeństwa, oraz – a może przede wszystkim – zmywalności takich produktów. Nie mówiąc już o tym, że nie każda mama sobie też życzy, żeby jej córka w takim wieku czymkolwiek się malowała. A jeśli kupicie niesprawdzony produkt, to do tego nietrudno o uczulenia czy podrażnienia. 


4. DROGIE GADŻETY

To super, że Cię stać. Tylko to, że możesz kupić zabawkę za miliony monet, nie oznacza wcale, że powinieneś to robić. Przeciwnie. Wpędzisz tym rodziców w zakłopotanie, bo na bank będą czuli potrzebę rewanżu. Pytam się: po co? Pozwólmy dzieciom być dziećmi. Kupujmy im zabawki, a nie Bóg wie jakie gadżety. Nie uczmy ich, że drogi prezent musi kosztować fortunę. Że tanie zabawki to najgorsze zabawki, bo wcale tak nie jest. A jeśli trzylatek dostaje tablet, a siedmiolatek drona, to gwarantuję, że pieniądze i pomysły skończą Ci się szybciej, niż jemu podstawówka.


5. ZABAWKI NIEADEKWATNE DO WIEKU

24-elementowe puzzle dla pięciolatka, a może 100-elementowe dla dwulatka? Pierwszy skończy zabawę po około 3 minutach, drugi prędzej stanie na głowie, niż da sobie radę z wyzwaniem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi znać się na rozwoju i możliwościach dziecka w każdym możliwym wieku, ale właśnie dlatego producenci zamieszczają takie informacje na opakowaniu. Zwykle wielkim drukiem. A jeśli nie weźmiemy ich pod uwagę, rozczarowanie na twarzy obdarowanego mamy murowane.


6. ZABAWKI ZAGRAŻAJĄCE ŻYCIU

Czyli na przykład wypasiony zestaw LEGO, składający się z 1500 maleńkich części. Idealnych, żeby się świetnie pobawić, ale też z równym prawdopodobieństwem… zadławić. Serio, producenci nie piszą kategorii wiekowych na opakowaniach dla jaj. Czasem może i są one na wyrost, ale lepiej tutaj dmuchać na zimne. Pamiętajcie, że małe dziecko naprawdę nie wie, co zagraża jego życiu, a co nie. Co więcej, zwykle wpycha do buzi wszystko, co widzi na swojej drodze, a to już w przypadku drobnych elementów może się skończyć dramatem.


7. ZABAWKI ZAGRAŻAJĄCE KANAPIE

Oraz dywanom, butom, ubraniom, firankom, zwierzętom i generalnie wszystkiemu, co spotkają na swojej drodze. A zatem wszelkiego rodzaju ciastoliny, plasteliny, modeliny, piaski kinetyczne i inne rzeczy, które mogą wyrządzić realne szkody w czyimś mieszkaniu. Tak, wiem, dzieci to lubią. Ale rodzice już niekoniecznie. A kupowanie prezentów powinno być nastawione nie tylko na to, żeby zrobić dzieciom frajdę, ale i by nie przysparzać problemów rodzicom. No chyba, że faktycznie wybitnie się ich nie lubi, to wtedy śmiało obdarujcie ich ciastoliną.


8. GRAJĄCE ZABAWKI

Tak, wiem, dzieci kochają io-io. Moje też kocha i dlatego ma chyba 3/4 asortymentu Brudera. Ale to dlatego, że tamtejsze dźwięki są akceptowalne dla dorosłych uszu i człowiek nie ma wrażenia, że za chwilę mózg mu eksploduje i pobrudzi ściany. Chcecie kupować grające zabawki – ok, ale puśćcie je sobie wcześniej kilka razy w sklepie. Jeżeli nadal będziecie uważali je za fajne (i nie macie przy tym zatyczek w uszach) – możecie zaryzykować. Ale idę o zakład, że w znakomitej większości przypadków zmienicie jednak zakupowe plany i sami przekonacie się, że grające zabawki to najgorsze zabawki. 


9. INSTRUMENTY MUZYCZNE

Oczywiście, możemy tu tłumaczyć, jak ważna jest muzyka w rozwoju dziecka, jakie to szlachetne i kreatywne, kupić dziecku flet, cymbałki albo dziecięcy fortepian. No więc: nie. Naprawdę, nie każde dziecko urodziło się geniuszem i gwarantuję, że zamiast uroczych melodii, będzie waliło w te cymbały jak potępione. Jak na przykład Stasiek, który na swoim ukochanym pianinku postanowił wygrywać piosenki pupą. Tak, tak, siadając na nim z impetem. Wierzcie mi, że nie chcielibyście być wtedy na moim miejscu. Ba, nie chcieliście być wtedy nawet moim sąsiadem!


10. ZABAWKI BEZ ATESTÓW

Bo tanie były. Bo na bazarze sprzedawali. Albo – jeszcze lepiej – bo wypatrzyłyście je na Ali! No więc: nie. Chcecie kupować takie rzeczy dla siebie – ok. Ale nie kupujcie rzeczy bez atestów i certyfikatów dzieciom! Nie wiecie wtedy, ani kto je robił, ani przy użyciu jakich materiałów. Nie ryzykujcie życiem cudzego dziecka, sięgając po zabawki, które mogły powstać z rakotwórczych surowców. Albo które łatwo mogą się połamać, raniąc dziecko czy powodując ryzyko wspomnianego wcześniej zagrożenia. Zabawki MUSZĄ być od sprawdzonych firm, dyskusja jest tutaj zbędna.


11. BYLE CO, BYLE BYŁO

Najlepiej ze sklepu „wszystko po 5 zł” albo zgarnięte na szybko z półki przy kasie w markecie. Ucieszyliście się, gdyby dostało to Wasze dziecko? Ale tak absolutnie szczerze? Naprawdę, nikt nie mówi, że zabawki mają być drogie, ale miejmy jakieś poczucie przyzwoitości. Plus pamiętajmy, że zawsze lepiej się zrzucić całą rodziną na jeden lepszy prezent, niż kupować kilka byle jakich. Idę o zakład, że nie tylko Wy macie problem, co kupić, więc wystarczy podzwonić po innych i zwyczajnie o taką zrzutkę zapytać. Bo najgorsze zabawki na świecie to te kupowane na siłę, bez pomysłu i na ostatnią chwilę. 


12. ZABAWKI ZE SŁODYCZAMI

Drażetki zamknięte w brzuszku Myszki Miki, automat na cukierki, grająca kula z gumami do żucia… Tak, to też są najgorsze zabawki na świecie.  Kiczowate, niezdrowe, pełne jedzenia najgorszej jakości. I tak, wiem, że dzieci je lubią, wiem, że my też je dostawaliśmy, ale czasy się trochę zmieniły, nasza świadomość odnośnie zdrowego odżywiania też, więc naprawdę, nie uszczęśliwiajcie cudzych (ani własnych!) dzieci toną cukru i pustymi kaloriami. Chyba, że w pakiecie dołączycie też voucher na dentystę. I nie, nie jestem z tych, którzy zabraniają dzieciom jeść słodyczy w ogóle – ale niech to będą dobre słodycze.


13. ŻYWE ZWIERZĘTA

Chociaż to powinien być w sumie punkt pierwszy. Nie, nie, nie i jeszcze raz: NIE. Zwierzę to nie jest zabawka! To już nie chodzi tylko o to, że na miejscu takiego rodzica chyba bym Was zamordowała, ale o to, że to zwierzę żyje! To nie jest rzecz, tego się nie zwraca do sklepu. Je się kocha, dba o nie, poświęca im swój czas i swoje emocje. Dlatego nigdy, ale to nigdy nie róbcie ze zwierząt prezentów. A jeśli chcecie kupić jakieś własnemu dziecku, to zastanówcie się, czy aby na pewno będziecie się nim opiekować, kiedy młodzieży zabraknie zapału.


Zdjęcie: Tola Piotrowska

42
Dodaj komentarz

avatar
26 Comment authors
PawełMarekMonikaTeśNatalia Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Nel
Gość
Nel

Ha, dostałam kiedyś zestaw do makijażu, od chrzestnej. Nie pamiętam, ile miałam lat, w każdym razie na pewno bawiłam się jeszcze wtedy lalkami. Moja Mama powiedziała mi wtedy, że to do malowania lalek. I tak też te malowidła spożytkowałam. 😇 Myślę, że to była mądra decyzja ze strony mojej Mamy, by nie pozwalać mi się malować, a mniej mądra decyzja Ciotki, że zdecydowała się mi to wówczas kupić. Dlatego zgodzę się, że nie jest to raczej trafiony prezent. 😉 Bardzo ciekawy tekst, przyda się, jak będę ciocią. 😉❤️

Kasia
Gość
Kasia

Ja dodałbym jeszcze prezent w postaci ubrań z lumpeksu. Moja ciotka niejednokrotnie ofiarowała mojej córce ubranka z second handu. Nie że bez okazji, na urodziny albo święta… Szczerze wolałabym nową koszulkę za 10zl z pepco niż trzy sukienki za 10zl z lumpeksu…

Monika
Gość
Monika

No tak, wolisz ubranka z Pepco wyprodukowane rękami dzieci, z syfem który na sobie mają.. polecam poczytać…

Kasia
Gość
Kasia

A te z lumpa produkowane są przez kogo?

Marek
Gość
Marek

Przez Elfy w świetle księżyca, to chyba oczywiste? :)

Natalia
Gość
Natalia

Jesli sa praktycznie nowe i ładne to jaki problem? Niejednokrotnie można znalesc super rzeczy w bardzo dobrym stanie z świetnego materiału. Za to do jakości rzeczy pępkowych mam dużo wątpliwości

Kasia
Gość
Kasia

Gdyby były praktycznie nowe i ładne to bym prawdopodobnie nawet nie zauważyła że są lumpa. I nie chodzi mi o to że używane rzeczy są złe bo nie są i sama nie raz kupowałam dzieciom rzeczy z drugiej ręki. W precencie bym jednak nikomu używki nie dała. Pepco to może faktycznie nienajlepsze porównanie ale chociażby słodycze za tą dyszke byłyby lepsze niż te ubrania.

Natalia
Gość
Natalia

No tu wychodzi inne podejście. Dla mnie nie liczy sie ile wydałeś i gdzie to kupileś. Wrecz przeciwnie, prezent bedzie miał jeszcze wiekszą wartość. Biorac pod uwage ile trudu trzeba było włożyć by znaleźć cos fajnego. Nawet z drugiej reki. Najłatwiej jest dać pieniadze. Co dla małych dzieci jest dla mnie totalnie nie do przyjecia i totalnie pójście na latwizne. A rzecz z drugiej reki to zawsze miej wyprodukowanych śmieci. Troche ekologii zawsze jest mile widziane. A zresztą nie zgodzę sie z wieloma rzeczami w tym artykule. To, że ktoś daje nietrafiony prezent. Przecież to ze tam sie nie sprawdzilo… Czytaj więcej »

Natalia
Gość
Natalia

Wygląda na to, ze najlepiej nie kupować prezentów nie swoim dzieciom,poniewaz rodzicom zawsze może coś nie przypaść do gustu! Na szczęście nie mam tego problemu, ponieważ rodzice mojej chrzesnicy to osoby ktore zawsze bardzo cieszą się z wszystkich prezentów, nie tylko tych ode mnie. Ponadto nauczyli dziecko doceniać to, że ktoś o niej pamięta i dlatego Mała równiez cieszy się ze wszystkiego😊

Karolina
Gość
Karolina

Wydaje mi się, że zupełne nie zrozumiałaś przekazu. Inna sprawa: czy cieszenie się ze wszystkiego jest takie pozytywne? Lubisz takie wyuczone, nieszczere zachowania?

Natalia
Gość
Natalia

Absolutnie nie chodziło mi o nieszczere, wyoczone, jak to nazwałas, zachowania… Miałam raczej na myśli fakt, iż nikt nie ma obowiązku wręczania prezentów, tylko dlatego że obecnie uważa się, że choćby ciocia czy wujek są do tego zobowiązani. Pamiętajmy, że jeśli ktoś kilkakrotnie spotka się z niezadowoloniem, to w końcu zrezygnuje z obdarowywania. Z tekstu po prostu ciężko dojść do wniosku co byłoby słusznym prezentem. Sądzę, że prezent ma przede wszystkim sprawić radość dziecku, a nie zadowolić rodziców.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Też po przeczytaniu tekstu mam wrażenie że ciężko by mi było trafić w gust dziecka a raczej rodziców..ale oczywiscie kazdy ma prawo do swojego zdania…jedyne z czym się nie zgodzę to nie widziałam dziecka które nie cieszyłoby sie z ciastoliny czy piasku kinetycznego a że to brudzi – no cóż, tak to już jest jak są dzieci – ja mam na to taki patent, że mają swoją folię rozkładaną i tam mogą do woli bawić się piaskiem czy gumoliną czy ciastoliną….i tak jak ktoś już stwierdził komu te zabawki bardziej się nie podobają – rodzicom czy dzieciom bo mam wrażenie… Czytaj więcej »