Blisko przy mnie bądź. Recenzja łóżeczka Chicco Next2Me


Zimowa wyprzedaż w Zalando! Rabaty do -70%


Ludzie miewają przeróżne marzenia. Często są one uzależnione od naszego wieku, zainteresowań, kariery, pasji… I tak dzieci marzą o tym, by zostać lekarką albo strażakiem, studenci – by zarobić jakoś na fajne wakacje, nowi pracownicy – by szybko awansować, a początkujący globtroterzy – by przeżyć podróż życia. A wiecie, o czym marzą rodzice? Rodzice jak jeden mąż marzą o tym, żeby wreszcie się wyspać.

Sama powinnam mieć dyplom ze spania. Zasypiam w absolutnie każdym miejscu i o absolutnie każdej porze. Nieważne, czy za posłanie robi mi arcywygodne łóżko, kilka zbitych palet, sterta siana czy pociągowy wagon. Niemniej, potrafię docenić różnicę. Pamiętam, jak jeszcze na studiach miałam niewygodne, jednoosobowe łóżko, typowe dla wynajmowanych wówczas stancji i bardziej przypominające więzienną pryczę. Kiedy więc stać mnie było wreszcie na przeprowadzkę, to właśnie pod kątem wielkości łóżka wybierałam każde kolejne mieszkanie. Po drodze było ich chyba z 10, aż wreszcie dotarłam do etapu, w którym o łóżku mogę powiedzieć, że jest naprawdę moje. Natomiast tuż po narodzinach Stasia odkryłam nieznaną mi wcześniej prawdę – jakkolwiek duże by to łóżko nie było, przy dziecku zawsze okazuje się jednak zbyt ciasne…

Tak, wiem, że spanie z dzieckiem w jednym łóżku nie jest wskazane. Wiem, że nie jest także do końca bezpieczne. Ale co zrobić z noworodkiem, który nie daje się odstawić do własnego łóżeczka, a przy piętnastej nieudanej próbie zarówno on, jak i ja, z niezłą synchronizacją wybuchamy płaczem? Możemy wyć niczym syrena alarmowa albo wprosić się tacie do łóżka. Problem w tym, że żaden z niego fakir i obca jest mu lewitacja. Tak więc z dostępnych w domu płaszczyzn do spania zostaje mu tylko… podłoga lub niewygodna kanapa.

Chicco Next2Me

Chicco Next2Me

Chicco Next2Me łóżeczko

Chicco Next2Me łóżeczko

Chicco łóżeczko


WILK SYTY I OWCA CAŁA

Niewtajemniczonym powiem, że tak się nie da żyć. Jedna noc – spoko. Druga noc – spoko. Ale przy trzeciej każdy opadłby z sił. Na szczęście rozwiązanie znalazło nas samo – okazało się nim łóżeczko dostawne Chicco Next2Me, które – jak sama nazwa wskazuje – dostawia się po prostu do naszego łóżka. Czyli… dziecko śpi z nami, nie zajmując ani centymetra naszego własnego łóżka. Wilk syty i owca cała!

Ktoś zapyta, czy nie mogliśmy wstawić do naszej sypialni normalnego łóżeczka. Otóż nie mogliśmy, bo zwyczajnie nie było już na to miejsca. Zresztą, nasza sypialnia i tak jest połączona z kącikiem dziecka – mamy jeden większy pokój przejściowy, natomiast każda matka wie, że w sytuacjach kryzysu do rangi przepaści urasta nagle każdy centymetr, oddzielający ją od dziecięcego łóżeczka. A bać się można wszystkiego – katarku, śmierci łóżeczkowej, kolek, przeciągającego się płaczu… A można też mieć zwyczajną, ludzką potrzebę bycia jak najbliżej swojego nowo narodzonego dziecka.

Problem w tym, że nikt nie jest niezniszczalny. Jasne, że organizm matki zniesie więcej – sama przed porodem nie wiedziałam, że człowiek może tyle czasu nie spać i być w tej swojej potrzebie bliskości aż tak zdeterminowany. Natomiast nikt z nas nie jest robotem i prędzej czy później musi opaść z sił. Dlatego tak ważne jest, aby do tej całej litanii spod znaku „przebrać, nakarmić, utulić” dopisać jeszcze jeden, szalenie ważny punkt – po prostu samej się wyspać.

Chicco łóżeczko

Chicco łóżeczko

łóżeczko dla noworodka

łóżeczko dla noworodka

Chicco


MACGYVER PILNIE POSZUKIWANY

Nie dziwota więc, że po kilku dniach z oczami na zapałkach do akcji postanowił wkroczyć tata. Co prawda żaden z niego MacGyver i raczej miałby problem ze zrobieniem helikoptera z gumy do żucia i pudełka zapałek, ale sprawę łóżeczka załatwił w pięć, może siedem minut. Mniej więcej tyle zajęło mu rozpakowanie i złożenie naszego nowego łóżeczka. Pierwsze wnioski? Łóżeczko ma aż 6 stopni regulacji wysokości, więc z powodzeniem dostawiamy je zarówno do niższego łóżka, jak i do wyższej kanapy. A do przenoszenia go nie potrzebujemy stada siłaczy – sprawę załatwiają zamontowane do nóżek kółka.

Co więcej, łóżeczka możemy używać zarówno w wersji dostawnej, jak i wolnostojącej – jeden z boków jest odpinany, ale w razie konieczności zasuwamy suwak i mamy normalne, czteroboczne łóżeczko. Tym lepsze, że z okienkiem z siatki, ułatwiającym nam podglądanie. Dlatego łóżeczko może wędrować z nami po całym domu, a my nie jesteśmy przykuci do dziecięcego pokoiku i możemy przejść z nim do kuchni albo salonu.

U nas kolejnym problemem jest także odległość – jedni dziadkowie mieszkają 100 km od Warszawy, drudzy – aż 500. Dlatego potrzebne jest nam łóżeczko, które spakujemy i weźmiemy ze sobą pod pachę. A już na pewno takie, które zmieści się nam do auta, do bagażnika. Łóżeczko Chicco Next2Me ma tę ogromną zaletę, że jest kompaktowe – łatwo się składa i w mig można je zapakować do torby. A my możemy spokojnie pomyśleć o weekendzie u dziadków albo – jeśli młodzież pozwoli – nawet o dalszych wakacjach.

wyrwane z kontekstu

_MG_3297

_MG_3303

_MG_3305

_MG_3308


JAK TO WYGLĄDA W PRAKTYCE?

Nie bez powodu mówi się, że życie z noworodkiem to prawdziwy kosmos – w końcu oboje z Pawłem krążymy wokół Staśka tak, jak planety krążą wokół słońca. Chcemy, żeby było mu ciepło, dobrze, wygodnie. Właściwie, znakomita większość doby upływa mu w dwóch tylko miejscach – albo w jego łóżeczku, albo w naszych ramionach. O ile wpływu na te drugie już za bardzo nie mamy (chociaż tata wciąż się odgraża, że z przyjściem wiosny wraca na siłownię!), o tyle wybór pierwszego powinien być dobrze przemyślany. Tym bardziej, że wszyscy wiemy, jak ważny jest sen dla naszego zdrowia.

Młodzi rodzice zwykle popełniają jednak ten sam błąd – zapominają w tym wszystkim o sobie. Partner schodzi na drugi plan, bo przecież pojawiło się dziecko. Ba, oni sami schodzą dla siebie na drugi plan – dokładnie z tego samego powodu! W efekcie są przemęczeni, niewyspani, zestresowani i sfrustrowani. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na bliskość, radość, przyjemność? A gdzie na relaks, wspólne czytanie, oglądanie seriali, czułość, czy – tym bardziej – na pracę? My nie chcieliśmy popełniać tego błędu – chcieliśmy mieć dziecko, nie tracąc przy okazji siebie. Ba, nie chcieliśmy żegnać też naszych dotychczasowych obowiązków i pasji. I wiecie, co? Dało się! Wystarczyło wciągnąć łóżeczko Chicco do akcji!

PS. Jeśli nasłuchaliście się od przyjaciół i rodziny, że doba z noworodkiem to nieustanna karuzela tych samych, powtarzanych do znudzenia czynności, to… zacznijcie wierzyć tym ludziom, oni naprawdę mieli rację! Staś właściwie tylko je i śpi, od czasu do czasu wymaga przebrania, kąpania oraz nieziemskich dawek tulenia. Ale to też pokazuje, jak ważne w jego życiu są dwie potrzeby – potrzeba snu oraz potrzeba bliskości. Dlatego – jak chyba każda matka – stanęłabym na głowie, aby tylko pomóc mu je zaspokoić. Poza tym, nie czarujmy się – ogromna potrzeba posiadania go jak najbliżej siebie wynika także z mojego własnego egoizmu. Oczywiście, że dziecku nigdzie nie jest tak dobrze, jak u mamy – ale i mamie też nigdzie nie jest tak dobrze, jak przy jej dziecku. A jeśli w tym wszystkim jest przy nas też tata, to już w ogóle nie moglibyśmy chyba marzyć o większym szczęściu.

_MG_3319

_MG_3322

_MG_3325

_MG_3328

_MG_3343a


Wpis powstał we współpracy z marką Chicco

grupa na fb fajne dziewczyny
ikona zapisu do newslettera

Instagram