Fantazje erotyczne. Po co to komu i z czym to się je?

Znałam kiedyś parę, która jako gadżet do łóżka kupiła sobie… przezroczysty strój płetwonurka. Przezroczysty. Strój. Płetwonurka. Tak, tak, dobrze czytasz. Czy go użyli? Ponoć niejednokrotnie.

Czy mnie to wtedy zdziwiło? Cóż, miałam jakieś osiemnaście lat, nigdy wcześniej nie uprawiałam seksu – niezależnie od stroju, jaki na co dzień wkładałam. Dlatego siedziałam tam wtedy z otwartą buzią i wysłuchiwałam podobnych historii – także tej, jak to para z pokoju obok dla urozmaicenia swojego pożycia robiła sobie nawzajem lewatywę.

Od tamtej pory minęło jakieś 13 lat. Strój płetwonurka jestem już w stanie zrozumieć. Wspólnej lewatywy nadal nie pojęłam.

Ale. Do czego zmierzam?

FANTAZJE, CZYLI CO?

Zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego PWN, fantazja bywa definiowana jako „wytwór wyobraźni” bądź „dziwne życzenie, które trudno spełnić”. Jedni mówią, że to odzwierciedlenie naszych najintymniejszych potrzeb i pragnień, inni – że zwykłe wydziwianie, które w dobrze funkcjonującym związku nie powinno mieć miejsca. Zapamiętajcie zatem już teraz: to pierwsze to prawda, a to drugie to bzdura.

Przede wszystkim, fantazje erotyczne to najnormalniejsza rzecz na świecie. Mogą przydarzyć się przy tym każdemu – bez względu na płeć, wiek, zawód, poziom wykształcenia, doświadczenie w łóżku i sposób wypowiadania słowa „banan”. Jeśli ktoś z Was ich nie ma i zapyta, czy to normalne, to powiem szczerze – nie wiem, ale pewnie tak. Z fantazjami jak z pieniędzmi – można je mieć, można ich nie mieć, ale ci, co je mają, mają pewnie w życiu weselej.

A dlaczego weselej? Ano dlatego, że fantazje seksualne – zwłaszcza te realizowane – są totalnym przeciwieństwem słowa nuda. Wiecie, dlaczego tamta para od stroju płetwonurka zdecydowała się na ten na pierwszy rzut oka desperacki zakup? Otóż dlatego, że była ze sobą już od 10 lat, miała niezwykle udane i intensywne życie seksualne i wszystkie typowe przebieranki najzwyczajniej w świecie już odhaczyli. Czy wizja uprawiania seksu z płetwonurkiem podkręciła atmosferę w ich sypialni? Jak przyznali szczerze: nie, ale przynajmniej przez moment było śmiesznie.

Dlatego nie, nie bój się próbować. Jeśli masz ochotę na coś nowego, szalonego, niekoniecznie mieszczącego się w granicach dotychczas uznawanej przez Ciebie normy, to śmiało – o ile nie skrzywdzisz tym siebie lub innych. Ale o tym za chwilę.

KAŻDEMU JEGO PORNO

Zwykle od tego się właśnie zaczyna. Aktualnie, w czasach internetu i szybkiego, darmowego dostępu do porno, człowiek nie musi zaprzątać już sobie głowy obmyślaniem nowych, misternych scenariuszy czy jakimkolwiek innym nadwyrężaniem swojej wyobraźni. I nie będziemy oceniać teraz, czy to dobrze, czy źle. Natomiast fakt pozostaje taki, że to dzięki serwisom pornograficznym możemy mieć dziś gigantyczną wiedzę nie tylko na temat tego, jak seks może wyglądać, ale i jakie sami mamy potrzeby. Nie każdy przecież wpadnie na to, że może go kręcić seks rodem z obskurnych szpitali, dopóki nie zobaczy na ekranie seksownej blondynki w stroju pielęgniarki. Czy byłby szczęśliwszy bez tej wiedzy? Pewnie tak. Czy jest szczęśliwy z nią? Podejrzewam, że o tyle, o ile jest w stanie przekuć tę wiedzę w czyn.

I dlatego śmiać mi się chce, ilekroć ktoś rumieni się na sam dźwięk słowa „porno”, a przed oglądaniem go zapiera się jak żaba błota. Bo i co w tym złego? Także i tu warto pamiętać o starym, dobrym haśle, że wszystko jest dla ludzi. Tak długo, jak długo nie uzależniasz się od oglądania porno, jak długo nie ma ono destrukcyjnego wpływu na Twoje życie seksualne i nie wypacza Ci psychiki w jakimś skrajnie nieprzystojnym kierunku, to naprawdę, wszystko jest ok.

Maciek Maleńczuk miał gdzieś kiedyś powiedzieć, że „techno jest tym samym dla muzyki, czym porno dla miłości – mechaniczną kopulacją bez polotu”. Cóż. Lubię techno (błąd, czas przeszły: lubiłam) i lubię porno (lubię, lubiłam, obiecuję lubić). Co nie przeszkadza mi być w udanym związku i mieć udanego życia łóżkowego. Po co w takim razie je oglądam? Bynajmniej nie dla strojów i makijaży.

Natomiast smuci mnie to, jak rzadko o tym mówimy. My, kobiety. Bo o ile mężczyźni nie mają zwykle problemu z podobnymi wyznaniami, o tyle kobiety prędzej dadzą sobie spalić włosy lokówką, niż powiedzą wprost, że zdarza im się odwiedzać wszystkie te pornograficzne portale. Ba, zwykle spłoną także rumieńcem, zapytane o masturbację. A przecież to najszybszy i najprostszy sposób nie tylko na rozładowanie seksualnego napięcia, ale i na ogólne odstresowanie się, rozluźnienie, poprawienie nastroju. No i na naukę tego, co się lubi i jak się to lubi. Zresztą, jak mawia Woody Allen: nie ma co krytykować masturbacji – to w końcu seks z kimś, kogo się kocha.

ON, ONA I KAJDANKI

Oczywiście, fantazje erotyczne mogą mieć rozmaity charakter. Jedni z nas będą chcieć dla siebie trójkąta, inni – seksu w miejscu publicznym, jeszcze inni – przebieranek albo futrzastych kajdanek. Ktoś powie: ok, a po co to wszystko? Przecież mam orgazm bez tego. To ja pragnę przypomnieć, że pełny żołądek można mieć też wyłącznie o chlebie i wodzie.

Co więcej, od dawna uważam, że orgazm jest trochę przereklamowany – jasne, super, jak już jest, ale przecież nie stanowi on pełni szczęścia. Często o wiele ważniejsza jest sama relacja, bliskość, obecność. Dotyk, czułość, zainteresowanie. To trochę jak z wisienką na torcie – bardzo fajnie, jak się pojawia, ale przecież liczy się smak całego tortu, a od namiaru wisienek prędzej czy później każdy puściłby pawia.

Natomiast największy błąd, jaki popełniamy w relacji z drugim człowiekiem, to błąd niedopowiedzenia. Czyli: mamy te swoje fantazje i trzymamy je w sobie licząc na to, że nasz partner sam się ich istnienia domyśli. Albo – przeciwnie. Odczuwamy z ich powodu ogromne wyrzuty sumienia, więc mamy nadzieję, że nigdy się o nich nie dowie. Otóż: nie, tak nie wolno. Nie traktujmy seksu jako testu na inteligencję, w której druga strona musi coś odgadywać, czegoś się domyślać, w ciemno rozszyfrowywać te nasze oczekiwania. Po to mamy tak rozbudowany system komunikacyjny, aby przy jego pomocy się porozumiewać. Mówiąc wprost: zacznijcie, do jasnej cholery, ze swoim partnerem rozmawiać.

Pewnie, że możecie się bać wyśmiania czy odrzucenia. Natomiast popatrzcie na to tak: czy osoba, która Was naprawdę kocha, wyśmieje bądź odrzuci Wasze potrzeby? Oczywiście, że może podejść do nich sceptycznie, w końcu nie codziennie przyznajecie się, że jednak wolałybyście strażaka lub hydraulika zamiast tych flegmatycznych książąt, przybywających od zarania dziejów na swoich białych koniach. Albo Wy, panowie. Wasze kobiety mogą być nieco zszokowane na propozycję uprawiania seksu w miejscu innym, niż łóżko – takim jak choćby środek A4 lub parking w galerii handlowej – ale to, że coś nas na pierwszy rzut oka szokuje, nie znaczy jeszcze, że nigdy się tego nie zechce.

CO MOŻE BYĆ PRZEDMIOTEM FANTAZJI?

No właśnie: co? Otóż… wszystko. Po pierwsze, odgrywanie ról i wspomniane już przebieranki. Z najczęściej pojawiających się w przeróżnych ankietach propozycji padają oczywiście stewardessy, nauczycielki, sekretarki i pielęgniarki. Wśród mężczyzn: strażacy, osławieni hydraulicy, striptizerzy i budowlańcy. Cóż, nie mnie te fantazje osądzać, natomiast jedno jest pewne: jeśli Wasz partner ma na nie ochotę, to może warto je wziąć pod rozwagę? Albo jeśli ochotę macie Wy sami, to może warto rzucić tematem? Ja wierzę, że i bez tego macie dobry seks i niekoniecznie chcecie się z czymś podobnym wychylać. Ale wiecie, jak jest. Dobry seks jest dobry, ale zawsze może być lepszy.

Podobnie z wprowadzeniem do łóżka gadżetów. Na litość boską: niech to na dzień dobry nie będzie wulgarny, gigantyczny wibrator. Pamiętajcie, że seks to jednak delikatna materia i grunt to nie zniechęcić i nie przerazić partnera. To Wy znacie się przecież najlepiej. To Wy wiecie, na ile możecie sobie pozwolić. Natomiast jeśli macie wątpliwości co do tego, jak druga strona zareaguje, wprowadzajcie zmiany powoli. Metoda małych kroczków sprawdza się tutaj najlepiej. Choć ja i tak uważam, że największe szanse powodzenia da Wam zwykła rozmowa. A to chociażby dlatego, że druga strona może zwyczajnie potrzebować czasu na to, żeby się z jakąkolwiek innowacją oswoić. Nie, żeby ją zanegować, a Was rzucić, ale właśnie: żeby się oswoić.

Ktoś powie: halo, przecież takie rzeczy się o sobie wie, a w łóżku wszystko robi się na luzie, bez pytania i z automatu. I ja mu wtedy szczerze pogratuluję, bo – niestety – takie związki nie są raczej w większości. Osób, gotowych śmiało mówić o swoich fantazjach i jeszcze z powodzeniem je realizować, nie ma znowu tak wiele. A już na pewno w Polsce, gdzie jeszcze nie tak dawno kształtowało nas katolickie poczucie wstydu, a w szkole z zakresu życia seksualnego w ogóle się dzieci nie edukowało.

UWAGA NA KONSEKWENCJE

Wcześniej pisałam Wam, że wszystko jest ok tak długo, jak długo nie robicie krzywdy sobie ani innym. O co tutaj chodzi? Po pierwsze, żelazna zasada wcielania w życie fantazji seksualnych brzmi: nic na siłę. Jeżeli chcielibyście spróbować czegoś nowego, ale bardziej, niż chcecie, to się jednak boicie, to… naprawdę, warto poczekać. Może to nie ten moment? Nie ten partner? Nie ta fantazja? Pamiętajcie, że to, co świetnie wygląda na filmie, niekoniecznie sprawdza się w życiu. Dlatego przed realizacją co poniektórych pragnień dobrze zwyczajnie się wstrzymać.

Tak samo z Waszym partnerem. On czy ona naprawdę może nie mieć na coś ochoty. I nie znaczy to, że Was nie kocha, a w ogóle to jest leniwa, zacofana i nic, tylko by leżała jak kłoda. Sami najlepiej potraficie ocenić zaangażowanie drugiej strony, jej potrzeby, oczekiwania, ale i możliwości, uprzedzenia i lęki. Sukces każdego związku leży we wzajemnym porozumieniu. Co oznacza, że trzeba ze sobą rozmawiać: zarówno mówić, jak i słuchać. A co robić, jeśli nasze potrzeby, nawet te najbardziej podstawowe, są regularne ignorowane? Oczywiście, nie godzić się na to. Seks to nie jest element szantażu ani żadna nagroda. To jeden z fundamentów udanego związku niezależnie od tego, czy preferujecie seks klasyczny i romantyczny, czy może w Waszej sypialni toczy się nieustanna orgia. Technika ma tu drugorzędne znaczenie: najważniejsze jest Wasze obopólne zadowolenie.

Zastanówcie się też, która z fantazji może być krokiem za daleko. Dla mnie na przykład – seks w trójkącie. O ile jeszcze wyobrażam go sobie, gdy nie jestem w stałym związku, o tyle za nic nie zgodziłabym się na wpuszczenie do tak intymnej relacji, jak stały związek – osoby trzeciej. Rozumiem argumenty, że to coś nowego, coś fajnego, że może to być udana przygoda. Natomiast traktuję to jak skok na bungee – wierzę, że może się podobać, natomiast ja się jednak wycofam.

I Wy także możecie. Możecie chcieć realizować własne i cudze fantazje erotyczne, ale możecie też nie chcieć. Możecie mieć wybujałą wyobraźnię, rozbuchane potrzeby i niegasnące pokłady energii, ale możecie też nie chcieć. Możecie chcieć kupować kajdanki, zakładać strój pielęgniarki czy uprawiać seks w klubowych toaletach lub w przymierzalniach po sklepach, ale możecie też nie chcieć. Wszystko to jest dla ludzi. Jasne, że fajnie jest zrobić w swoim związku krok do przodu, ale stanie w miejscu też jest całkiem ok. Najważniejsze, by nie wymuszać niczego ani na sobie, ani na tej drugiej stronie – bo wtedy to będzie krok wstecz.

fot. ksuklein/fotolia.com

Instagram