„Więc ja kołaczę, proszę Pana Boga o cud, ale bez przywiązania do efektu”

Ks. Jan Kaczkowski urodził się w 1977 roku i już wtedy okazało się, że będzie cierpiał na niedowład nogi. Do tego doszły problemy ze wzrokiem – na tyle silne, że na jedno oko praktycznie nie widział. Później zachorował na raka nerki. Jeszcze później – na glejaka, czyli złośliwy nowotwór mózgu.

– Nie chcę być jak brazylijski wyciskacz łez… Może powiem tylko, że gdy się o tym dowiedziałem, byłem wściekły – opowiadał o chorobie.

Czy wierzył w cudowne ozdrowienie? Ewangelia mówi: kołaczcie, a otworzą wam. Więc ja kołaczę, proszę Pana Boga o cud, ale bez przywiązania do efektu. Tym cudem była jednak jego postawa – miliony ludzi pokochały go za szczerość, życzliwość, dystans, poczucie humoru i determinację, żeby z życia wyciskać jak najwięcej.

Dziś odszedł po długiej chorobie. Tradycyjnie więc zbieram dla Was tę garstkę cytatów. Żeby nie zapomnieć.


Akt wiary nigdy nie zwalnia nas z myślenia.

Byłoby efekciarskie i banalne, gdybym stwierdził, że jestem wdzięczny za chorobę. Bo nie jestem. Ale jestem za to wszystko, co przed nią i podczas niej się zadziało.

Dewizą są dla mnie słowa z Ewangelii św. Jana: Nie utraciłem żadnego z tych, których mi dałeś. To jest zobowiązanie, żeby obok żadnego człowieka, który jest obok, nie przejść obojętnie.

– Dlaczego Ksiądz nazywa siebie „onkocelebrytą”?
– Pewnie dlatego, że wiele osób mówi mi, że gdziekolwiek dziś nie otworzy lodówki, tam jest Kaczkowski.
– I to w najlepszym czasie antenowym.
– Śmieję się, że to właśnie taki „onkocelebrytyzm”, bo jestem głównie znany z tego, że mam raka.
– Ksiądz to mówi z przekąsem.
– Nie do końca. Raczej na takim półżarcie, ponieważ ten mój nowotwór – i mówię teraz zupełnie otwarcie – chciałbym umiejętnie „sprzedać”, nie tak śmiertelnie poważnie. Ja nie znoszę tej śmiertelnej powagi śmierci. Bo ona może człowieka zabić, jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało.

Ewangelia mówi: kołaczcie, a otworzą wam. Więc ja kołaczę, proszę Pana Boga o cud, ale bez przywiązania do efektu. To, co się dzieje w mojej głowie nazywam pełzającym cudem. Bóg rzadko sięga po cuda spektakularne, więc jeżeli Jemu jest dobrze z tym moim pełzającym cudem, to i mnie także.

Ja nie jestem nikim wyjątkowym i proszę mnie za takiego nie mieć. Jestem najzwyklejszym, błądzącym księdzem i chrześcijaninem, waszym bratem Janem, który często się w życiu gubił. Jeśli Pan Bóg przyjmie mnie do siebie, obiecuję, że na tyle, na ile mi pozwoli, bo to też nie jest takie oczywiste, będę próbował być blisko was. Przepraszam wszystkich tych, których skrzywdziłem, których niesprawiedliwie oceniłem. Proszę o wybaczenie wszystkich, którzy się poczuli przeze mnie dotknięci w tych momentach, kiedy nie stanąłem na wysokości zadania. I chciałem powiedzieć, że nie mam żalu do nikogo. Tak mi, Panie Boże, dopomóż.

Jeśli mówimy o wdzięczności, to jakby to hardkorowo nie zabrzmiało: jestem wdzięczny za glejaka a nie np. nowotwór trzustki, bo mogę jeść i rozkoszować się smakami.

Kto nie zawalczył o relacje, ten drań.

Małżeństwo jest ogromną wartością i jest nierozerwalne. Ale kiedy stanowi zagrożenie dla życia, to samo życie jest wartością wyższą i aby je zachować, należy się bronić lub uciec przed zagrożeniem. Ocalić siebie, to obowiązek!

Marnujesz miłość, kiedy o nią nie dbasz.

Możemy całe życie przeżyć w bojaźni i przykucu albo być wyprostowani i dumni.

– Można o śmierci mówić na wesoło?
– Uwielbiam to robić.
– Pewnie wynika to z twojego charakteru i z tego, że wierzysz, że coś jest dalej.
– Więcej wątpię, niż wierzę. Mam wątpliwości. Czy Kościół to nie jest ściema, czy to wszystko nie jest – jak mówią cynicy watykańscy – podatkiem od marzeń. Szczególnie, że pochodzę z takiego domu, który się Panu Bogu nie narzucał, delikatnie rzecz ujmując.

Można się z drugim spierać, kłócić, nawet wkurzać na niego, ale nie wolno nim pogardzać.

Mój proboszcz (wspomniany ksiądz Rećko) opowiadał mi kiedyś ciekawą historię. Ona nauczyła go nie być skorym do łatwych ocen. Siedział w konfesjonale i widział po drugiej stronie kościoła człowieka, który ostentacyjnie żuł gumę. „Wściekłem się, nadłożyłem drogi, idąc do zakrystii, żeby koło niego przejść, przeszedłem przez całą nawę, wróciłem drugą nawą, wreszcie idę obok faceta i mówię: „Panie, ładnie to tak żuć gumę w kościele?”. A on mi na to: „Ja księdza przepraszam, ja mam taki tik nerwowy’. Od tego czasu nauczyłem się, żeby nie oceniać i nie reagować w tak impulsywny sposób”. Bywa, że coś nam się tylko wydaje. Spotkany człowiek może być wewnętrznie najświętszy, moralnie nas przewyższać.

Nie, ponieważ cię kocham. Właśnie dlatego nie zrobię dla ciebie wszystkiego.

Nie da się uciec od myślenia o własnej śmierci, będąc śmiertelnie chorym. Zresztą ze śmierci trzeba żartować, bo gdyby śmierć była śmiertelnie poważna, to by nas zabiła.

Nie po to dostaliśmy wolność, żeby nam zaszkodziła. Nie bójmy się z niej korzystać, ale róbmy to odpowiedzialnie.

Nie trzeba być katolikiem, żeby być dobrym człowiekiem.

Nie rozliczajmy innych, rozliczajmy siebie.

Nie wolno podejmować życiowych decyzji w sytuacjach kryzysowych.

Niektórzy mówią, że mam parcie na szkło i jestem takim onkocelebrytą. Nie, moimi mili państwo! Ja nie mam parcia na szkło. Ewentualnie już tylko mogą mieć parcie na trumnę, ale póki mnie Pan Bóg na tej ziemi trzyma, będę starł się pracować tak ja umiem najlepiej, nie oszczędzając się i to jest moja świadoma decyzja, choćby miała skrócić nieco moje życie.

O cud można się modlić, ale cudu nie należy się spodziewać. One nie dzieją się na zawołanie ni nie można ich na Panu Bogu wymusić.

O wiele łatwiej być z tłumem niż przeciwko niemu.

Pacta sunt servanda: umów trzeba dotrzymywać. Do tego wcale nie trzeba być wierzącym, wystarczy być przyzwoitym.

Pamiętajmy, że pycha kroczy tuż przed upadkiem.

Pana Boga możemy prosić, a nie możemy zmuszać. Tym właśnie różni się wiara od czarów, że w czarach bóstwu rozkazujemy, a Boga chrześcijańskiego prosimy.

Powtarzam jak mantrę: w sprawach zasadniczych – jedność, w drugorzędnych – wolność, a nad wszystkim – miłosierdzie.

Uprzejmość wobec drugiego człowieka popłaca. Potraktowanie kogoś po chamsku odbija się czkawką.

Wjeżdżam do rury. Maszyna zaczyna pikać. Technik jest nieprzyjemny, zaczyna się złościć. Wyjeżdżam z rury, a ten sam technik uprzejmie zakłada mi buty. Pomyślałem, że znowu coś się dzieje. Wcześniej pielęgniarka zapowiadała, że wynik badania będzie za dwa tygodnie, a teraz mnie prosi, żebym usiadł, ponieważ wyniczek będzie za godzinkę. Czekam. Nerwowo czytam gazetę, ale nie mogę się skupić. Dostaję kopertę, a w niej opis wyników badania i rachuneczek. A więc takie jajko niespodzianka, myślę, tylko że z napisem „glejak”.

Własnej śmierci nie da się schrzanić, że tak powiem.

Wszystko utrudnia to, że jesteśmy mistrzami świata w oszukiwaniu własnego sumienia.

Zamiast ciągle na coś czekać – zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później niż Ci się wydaje.

Zastanówcie się, czy jesteście wierni. Ja to pytanie zadaję sobie kilka razy w ciągu dnia, zawsze kiedy cień niewierności pada na mój pysk.



Cytaty pochodzą z wywiadów i książek: „Grunt pod nogami. Ksiądz Jan Kaczkowski nieco poważniej niż zwykle”, „Szału nie ma, jest rak” oraz „Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość”. 

Instagram