Metamorfoza pokoju dziecięcego, czyli Staś i jego kącik

Jak urządzić pokój dla noworodka? Czego pod żadnym pozorem nie powinno w nim zabraknąć, a co świeżo upieczeni rodzice już na starcie mogą sobie odpuścić? Czy pójść w stonowane pastele czy żywą, typowo dziecięcą kolorystykę? Czy błękit wciąż jest zarezerwowany dla chłopców, a jak urodzi się dziewczynka, to musimy iść w róż? I czy noworodek w ogóle potrzebuje mieć swój własny kąt?

Boże, ile ja się tego naczytałam i nasłuchałam, jak jeszcze byłam w ciąży. Stasiek miał wtedy całkiem niezłe mieszkanko, będące w praktyce moim własnym brzuchem. Jak każdej innej matce, zależało mi na tym, żeby także po opuszczeniu go było mu z nami wygodnie i dobrze. I tak, wiem, że są rodzice, którzy sypiają z dzieckiem w jednym łóżku, a przewijają je na jednym kolanie i poświęcenie takiemu maluchowi osobnego pomieszczenia uznają za zbytek albo zwykłą głupotą. Cóż. Ja do nich nie należę.

DZIECKO W SYPIALNI? NO PEWNIE!

Zacznijmy od tego, że do nowego mieszkania przeprowadzaliśmy się jakoś w lutym – a Stasiek urodził się pod koniec marca. Jak nietrudno policzyć, ciąża była już mocno zaawansowana, a ja moglam zapomnieć o targaniu kartonów i urządzaniu wszystkiego centymetr po centymetrze. Na szczęście udało nam się znaleźć mieszkanie naprawdę fajnie wykończone – wystarczyło wejść i rozpakować walizki. Było tu właściwie wszystko – od łazienki z lustrem na całą ścianę, przez śliczną kuchnię z wymarzonymi, białymi meblami, aż po cudny ogród zimowy z kominkiem. Jedyne, czego nie było, to… pokoju dziecięcego.

Była natomiast sypialnia. Nasza sypialnia. Ułożona trochę w kształt litery L, gdzie w krótszej części znajdowało się nasze łóżko, a w dłuższej – coś jakby gabinet. Było biurko, regał z Ikei, ze dwa obrazy. Kiedy tylko zobaczyłam ten pokój, wiedziałam już, jak będzie wyglądać. To tu miał zamieszkać teraz Staś – nie w naszym łóżku, ale jednak obok, żebyśmy w razie czego zawsze go mieli na oku, pod ręką.

Niestety, pokój miał fatalne kolory, które pokazywałam Wam już zresztą przy okazji metamorfozy naszej części sypialni. Część ścian była pokryta beżową tapetą, część – przybrudzoną, beżową czy kremową farbą. Wyglądało to szalenie smutno i powodowało, że w pokoju było ciemno. Także brązowa wykładzina nie pomagała w osiągnięciu wymarzonego efektu. A malowanie z brzuchem? Do tego w zimie? Wizja wietrzenia wszystkiego czy wdychania smrodu farby skutecznie zniechęciła mnie wtedy do większych zmian. Dlatego kącik dla Stasia urządziliśmy w mig, wymieniając w nim tylko meble, a większe zmiany zachowując na później. To znaczy: na teraz.


CO ZOSTAŁO Z DAWNEGO WYSTROJU?

To, jak wyglądało urządzanie kącika dla Stasia, pokazywałam Wam już w jednym z pierwszych ciążowych wpisów. Najważniejszym punktem programu były oczywiście meble. Zdecydowaliśmy się na zestaw od marki Pinio, a konkretnie – kolekcję Moon. Piękne, masywne, wykonane z dbałością o najmniejsze szczegóły meble, solidne i odznaczające się fajnym designem – czyli dokładnie takie, jak sobie wymarzyliśmy. W centrum stanęło łóżeczko z regulacją poziomów i możliwością demontażu boku, jak już nam Staśko podrośnie. Tuż przy nim postawiliśmy niewielką komodę, której góra robi nam za przewijak. Obok zaś – ogromną szafę, która sprawdza się jak naprawdę spory magazyn. Całość ozdobiliśmy tekstyliami z kolekcji Mint&Grey Stars, jakie znaleźliśmy w Lamps&Company.

Tym z Was, którzy nie wiedzą, zdradzę, że w Warszawie, przy uk. Wiertniczej 36, mają swój sklep stacjonarny – i był to sklep, w którym zostaliśmy potraktowani najcudniej i który do dzisiaj najlepiej z tych wszystkich naszych zakupowych wycieczek wspominam. A za co? Przede wszystkim, za przemiłą i kompetentną obsługę, która cierpliwie odpowiedziała na wszystkie nasze pytania, no i za wspaniałą aranżację wnętrz, dzięki którym mogliśmy zobaczyć kilka „roboczych” pokoików dziecięcych i na tej podstawie nasz własny pokoik sobie wstępnie w głowie nakreślić.

I tym sposobem kącik dla Staśka urządził się migiem – tata skręcił meble, ja zadbałam o najpotrzebniejsze drobiazgi i dom był gotowy na przyjęcie syna. Problemem wciąż były jednak bure, smutne ściany. Dlatego jak tylko Stasiek podrósł, a my znaleźliśmy trochę czasu, zdecydowaliśmy się na remont calutkiej sypialni. 


TAK BYŁO:

kącik dla noworodka

kącik dla noworodka

kącik dla noworodka

kącik dla noworodka

kącik dla noworodka

kącik dla noworodka

kącik dla noworodka


CO SIĘ ZMIENIŁO?

1. KOLOR ŚCIAN

Tutaj wybór był bajecznie prosty: od początku wiedzieliśmy, że malujemy całość na biało. Raz, że nie przepadamy zbytnio za wszystkimi tymi dziecięcymi kolorami, a dwa, że zależało nam na tym, aby było przede wszystkim czysto, schludnie i przejrzyście. Nie wiem, czy też tak macie, ale mnie białe pomieszczenia od razu wydają się przyjaźniejsze i większe. Poza tym nie chcieliśmy też wydzielać Stasiowi kącika kolorystycznie – dlatego cała sypialnia przybrana została w uniwersalną, przełamywaną tylko czarnymi akcentami biel.

A żeby nie było za nudno, to nad łóżeczkiem Staśka rozpościerają się teraz… najprawdziwsze góry! No, może takie nie do końca prawdziwe, bo to tylko naklejka, ale z wyglądem ściany i całego wnętrza potrafiła zdziałać cuda! Sami tylko popatrzcie. Profesjonalnie nazywa się to załóżkownik, a w swojej ofercie ma go np. Dekornik.

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka


2. KOMODA

Wcześniej korzystaliśmy z komody jeszcze po poprzednich właścicielach – niby była biała i jako tako pasowała do całości, ale marzyła mi się jednak komoda z tego konkretnego zestawu. Bo jak się ma trzy takie same meble i jeden, który się choć trochę różni, to jednak to człowieka uwiera – a przynajmniej uwierało mnie. Dlatego znów postawiliśmy na meble Pinio i powiem Wam, że ta komoda wewnątrz wydaje się o połowę większa! W ogóle jestem ogromną fanką pojemności tej kolekcji – każdy z mebli jest na tyle duży, by zachwycać funkcjonalnością, a jednocześnie na tyle zgrabny, żeby nie zatłoczyć i tak niewielkiego rozmiarami kąciku.

Z kolei na komodzie stanęły dwie urocze myszki duńskiej marki Maileg, chyba najładniejszy na świecie nawilżacz powietrza Duux Tag i drewniane mamuty od Kids Concept, czyli nieskomplikowana zabawka do ciągnięcia, która póki co cieszy matczyne oczy. Ach, no i nasze fotoksiążki do Printu – pierwsza jeszcze z czasów ciąży, a druga już z pierwszych tygodni z małym. Nie wiem, jak Stasiek, ale ja jestem zachwycona!

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka


3. PÓŁKI NA KSIĄŻKI

Też od Lamps&Company, tym piękniejsze, że w formie… chmurek. Absolutnie bajeczne! Do tego tak skonstruowane, że pozwalają nam układać książki frontem, pokazując wszystkie te śliczne okładki. Po prostu cudo! To o niebo fajniejsze rozwiązanie niż proste, klasyczne półki, no i nadaje od razu ścianie zupełnie inny charakter! U nas na jednej z chmurek zamieszkał póki co Pan Lisek, czyli… lampka od Little Lights. Zakochałam się w niej jeszcze na długo przed narodzinami Staśka i wiedziałam, że musimy ją mieć!

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka


4. ORKA

Najwspanialszy z prezentów, jaki dostałam od najwspanialszych z ludzi, czyli… znajomych blogerów. Kiedy jak gdyby nigdy nic zawitała do mnie Tattwa i Krzysiek Kotkowicz, nie miałam pojęcia, że przyszli z TAKIM prezentem. Nie wymienię teraz wszystkich osób, jakim jestem za niego wdzięczna, ale wierzcie mi, że łzy podeszły mi do oczu wtedy i podchodzą teraz, kiedy Wam o tym piszę. A orka… Orka jest po prostu genialna! Gdyby ktoś nie wiedział – to świetny, dziecięcy śpiworek. Ale póki co, zawisł na ścianie, bo Stasiek okazał się za mały i jeszcze trochę wypada nam z paszczy ;) 

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka


5. DEKORACJE

Po pierwsze, napis „Staś”. Czyli drewniane literki z imieniem, także od Lamps&Company. Absolutnie wspaniałe, zawisły wreszcie nad Staśkowym łóżeczkiem. Chwilowo wymieniliśmy także tekstylia, czyli prześcieradło na łóżeczko i przewijak i wszelkiego rodzaju kocyki. Przy takim maluchu jeden komplet to zdecydowanie zbyt mało, więc teraz szaro-miętowe dodatki zastępują nam dodatki miodowe od marki Poofi. Równie ładne i fajne i nadające pokojowi taki ciepły, trochę leśno-jesienny klimat.

To z kolei, co widzicie na szczeblach łóżeczka, to monitor oddechu od Babysense oraz Cocolito od Mana’o Nani, czyli przytulanka, która może być też zakładana na różne rzeczy – także na pasy w samochodzie. No i do tego dwa klasyczne misie i mamy nasz Staśkowy raj! 

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka

pokój dla dziecka

Zdjęcia po metamorfozie: tolala.pl

Instagram